„Polowanie zaczyna się w nas i w nas kończy” – tak Ulrich Seidl w jednym z wywiadów mówi o swoim najnowszym obrazie. Na ekrany polskich kin wchodzi właśnie zeszłoroczny, najnowszy film dokumentalny austriackiego „mistrza bezlitosnego spojrzenia” – Safari.
Był rok 1966, gdy na ekrany austriackich kin wszedł obraz Petera Kubelki Unsere Afrikareise (Nasze afrykańska podróż). Austriacki reżyser, wytyczający granice filmowego modernizmu, radykalnie eksperymentując z obrazem i dźwiękiem, przełamywał wówczas skostniałe, formalne konwenanse. Dwunastominutowiec przeszedł do historii kina jako jeden z najistotniejszych filmowych „strukturalnych kolaży”. Beata Kosińska-Krippner w swoim artykule o Filmowych mozaikach Petera Kubelki powtarza za Scottem MacDonaldem, że […] nowe pokolenia studentów i badaczy, ponownie analizując historię dokumentu, zwłaszcza etnograficznego, postrzegają ten dwunastominutowy film jako znaczący wkład w nasze myślenie o filmowym przedstawianiu ludów z krajów nieuprzemysłowionych, a zwłaszcza z Afryki. Nowa publiczność odkrywa to, co miłośnicy filmów awangardowych dostrzegali zawsze, że Unsere Afrikareise jest jedną z najmocniejszych i najgłębszych filmowych demaskacji kolonializmu.
Nie da się rozpatrywać nowego filmu Seidla poza kontekstem, o którym piszemy powyżej. Wspólnym mianownikiem obu filmów, bodaj najbardziej ich charakterystyczną cechą, jest takie ukazanie mechanizmu ludzkich popędów, które jednocześnie powodują niedowierzanie, acz w pełni wcale nie dziwią, i wprawiają w śmiech; dzieli je natomiast wspomniany wyżej kolonializm – film Seidla pozbawiony refleksji na ten temat jest czystym obrazem „o polowaniu”. Jesteśmy w Namibi, mamy pierwszą dekadę XXI wieku. Myśliwskie ranczo tonie w słońcu, pustynny pył oblepia wysuszone akacje, piwo wypełnia gardziele urlopowiczów, ciała nawilżają olejki. Miłośnicy łowieckiego safari przyjeżdżają tu co rok – w pojedynkę, w parach, rodzinnie. Kontynuują wieloletnią pasję, bądź stawiają swoje pierwsze kroki. Za dnia noszą magnumy, wieczorami wznoszą toasty. Niektórzy są pozbawieni emocji, drudzy drżą z podniecenia. Nie mają sobie niczego do zarzucenia. Są w raju.
To, co zaskakuje, skryte jest w rodzinnych, bądź partnerskich relacjach, nie w polowaniu sensu stricto. Polowanie staje się jedynie narzędziem, dzięki któremu każda z osób buduje własną tożsamość, jednocześnie będąc zakładnikiem własnej żądzy przyjemności. Obserwujemy ludzi, którzy zabijając doświadczają przeobrażenia, towarzyszymy im w chwilach największego, zdawałoby się, podniecenia cielesnego, duchowej rozkoszy, seksualnej ekstazy, wreszcie wręcz orgazmistycznego „wystrzału”. Każdy z osobna nie dość, że odradza własne ego, to nawiązuje również coraz silniejszą relację z bliskimi. Aspekt groteskowości w Safari jest silny, aczkolwiek prowadzony w wyważony sposób, jako krótkie sekwencje rozmów. Kontrastują z tym milczące, zaklęte w fotografii postaci mieszkańców-pomagierów, niekiedy przygarbionych, patrzących przed siebie z wymownym, pustym, nieokreślonym spojrzeniem. Seidl w wywiadzie dla Kleine Zeitung podkreśla, że świadomie pozbawia tubylców głosu i wyrazu:
Nieprzypadkowo zdecydowałem się na taki zabieg. O wiele więcej można powiedzieć nie zamykając wszystkiego w słowach. Bardzo często w redukcji rzeczy kryje się prawda.
Reżyser wydaje się wyłącznie bacznym obserwatorem, pozbawionym pierwiastka subiektywnego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że całość jest zwinną intrygą, nakreślającą „taki, a nie inny” kąt odbioru, rozumienia – historią tragikomiczną, w której bohaterowie jawią nam się jako próżni fiksaci, którzy sprawiają, że kręcimy z niedowierzaniem głową widząc ich prymitywną konstrukcję myślenia. Przyglądając się rodzinie urlopowiczów, właścicielom rancza czy starszej parze wyliczającej skrupulatnie ceny za poszczególną zwierzynę widzimy, że na terytorium innego, gdzieś w odległej, upalnej krainie z większą łatwością wydobywamy z siebie zwierzęcą naturę rzeczy z nas samych, „wybawiając”, jak mówi jeden z bohaterów, pozostałych przed marnym życiem i w końcu przecież bezsensowną, czyhającą na każdym kroku śmiercią. Można wszak paść jako triumfalna zdobycz wyzwolonego zdobywcy.
(NAB)




Nasze spojrzenie na 2017 rok! – Austriart
Grudzień 30, 2017[…] przejmującym, choć z zachowaną „Seidlowską” ironią, dokumentem o polowaniach w Afryce – Safari. Michael Haneke niestety rozczarował, ale geniuszom wybaczamy. Jego Happy End warto zobaczyć, aby […]