Filharmonia Narodowa w Warszawie znów rozpala muzyczną wyobraźnię. Festiwal Chopin i jego Europa po raz trzynasty kusi wielkimi nazwiskami oraz intrygującym programem. Podczas sobotniego koncertu inauguracyjnego Jan Lisiecki zmierzył się z Johannesem Brahmsem. Z niewystarczającym efektem.
Do znanego nam w obecnej postaci koncertu fortepianowego Johannesa Brahmsa droga była długa i kręta. Niemiecki kompozytor, rozpoczynając pracę nad utworem, początkowo planował stworzyć symfonię. Z pomysłu tego szybko zrezygnował, przygotowując sonatę na dwa fortepiany. Owo rozwiązanie również nie przyniosło zamierzonego celu i tak powstał Koncert fortepianowy d-moll op. 15. Brahms i jego „romantyczny tradycjonalizm” oferuje głęboką, muzyczną terminologię. Melancholijne oblicze jego twórczości fortepianowej charakteryzuje się klasyczną symetrią, co umożliwia zabawę szerokim wachlarzem interpretacyjnym. Jak poradził sobie z nim kanadyjski solista polskiego pochodzenia, gorące nazwisko na międzynarodowej scenie muzyki klasycznej?
Jan Lisiecki, który nagrał rzadko wykonywane chopinowskie utwory mając lat zaledwie 13 i 14 (z orkiestrą Sinfonia Varsovia pod batutą Howarda Shelleya), który zastąpił samą Marthę Argerich w Bolonii, gdzie wraz z Orchester Mozart pod dyrekcją Claudio Abbado wykonał IV Koncert fortepianowy Beethovena, to nazwisko wzbudzające tyleż zachwytu, co kontrowersji. W zasadzie trudno go sklasyfikować. Przyznaną mu w maju 2010 roku nagrodę Diapason découverte tłumaczono „wrażliwą i pełną subtelności” interpretacją muzyczną oraz „błyskotliwą techniką”. Technikę Lisiecki w rzeczy samej opanował perfekcyjnie, ale nasuwa się pytanie po koncercie inaugurującym festiwal, gdzie podziała się owa finezja frazy, która uwiodła krytyków z różnych zakątków świata. Brahmsowskie dzieło w wykonaniu Lisieckiego zabrzmiało, pozwolę sobie to nazwać w ten sposób, wyboiście. Ciężką dłonią zanosił się na oktawy, a elementy liryczne koncertu próbował wydobyć grając po prostu ciszej, co w żaden sposób nie wyzwoliło subtelnego potencjału koncertu (głównie mowa o drugiej części). Nie przeszkodziło to jednak publiczności na gorące owacje (stojące, a jakże). Lisiecki wykonał na bis Nokturn c-moll Chopina, o którym można powiedzieć, że był sympatycznym gestem w stronę polskiej publiczności, który nie odzwierciedlił (niestety) kunsztu Chopinowskiego geniuszu. Szkoda.
Tegorocznym motywem wiodącym festiwalu jest twórczość Chopina inspirowana dziełami polskich kompozytorów – zapomnianych lub mniej rozpoznawalnych przez współczesną publiczność. W drugiej części sobotniego koncertu mogliśmy usłyszeć m.in. Symfonię c-moll Franciszka Mireckiego. O nim samym i jego twórczości można przeczytać na stronie Polskiego Towarzystwa Muzycznego. Wyjątkowego charakteru 13. Festiwalowi Chopin i jego Europa dodaje jeszcze jeden aspekt, o którym pisze Stanisław Leszczyński:
Specjalnym walorem festiwalu jest przywoływanie oryginalnego brzmienia utworów, które – wykonywane na instrumentach z epoki lub ich kopiach – pozwalają nam zbliżyć się do aury dźwiękowej czasów Chopina. Legendarne zespoły i soliści, specjalizujący się w wykonawstwie historycznym są stałymi gośćmi Festiwalu, przybliżając magiczny obraz minionych epok.
Festiwal trwa do 30 sierpnia. Więcej informacji znaleźć można na stronie Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.
(NAB)


