Drugim dniem Festiwalu Ludwiga van Beethovena rządziła uporządkowana orkiestra Hong Kong Sinfonietta, pod batutą Yip Wing-Sie. Publiczności zgromadzonej w sali Filharmonii Narodowej w Warszawie zaproponowała mało zuchwałe, za to pełne filozoficznej zadumy wersje Beethovenowskich dzieł.
Wykonanie, w założeniach niezwykle emocjonalnego Koncertu skrzypcowego D-dur op. 61 przez chińską orkiestrę, pozostawiło niedosyt. To trochę jak z irytującym nas wszystkich sennym biegiem ku czemuś, gdy nagle wybudzeni orientujemy się, że nie udało się dotrzeć do celu… Podobnie było z IV Symfonią B-dur op. 60, którą w podobnej, nostalgicznej konwencji mogliśmy usłyszeć w drugiej części koncertu. Podziw budzi jednak niezwykła konsekwencja interpretacji – wszystkie wczorajsze wykonania porównać można do błogiego snu w jaśminowym ogrodzie…. Bardzo dużym plusem było całościowe brzmienie orkiestry – pełne, skonsolidowane i przemyślane. Chińscy muzycy stworzyli o wiele spójniejszą barwę niż ich poprzednicy z niemieckiej orkiestry radiowej inaugurującej festiwal.
Wczorajszy występ było jednak dość blady w warstwie emocjonalnej, co rusz prosiło się o mocniejszą akcentuację, drobny, ale temperamentny zwrot. Yip Wing-Sie prowadziła orkiestrę błogo i… słodko. W żaden sposób nie umniejsza to jej profesjonalnej roli, z jaką przewodziła instrumentalistom – obejmowała swoja stanowczą, dyrygencką ramą każdy wychodzący spod palców czy smyczków dźwięk. Całość przypominała lekki wietrzyk, niebiański pyłek. Solista Tseng Yu-chien (II nagroda na Międzynarodowym Konkursie Muzycznym im. Piotra Czajkowskiego w 2015 roku) wkomponował się delikatnością smyczka w orkiestrę – nawet trzecią część, Rondo. Allegro, okrasił wyważonymi, spokojnymi uczuciami. Publiczność znów na stojąco domagała się małego „dodatku”. Tseng Yu-Chien wykonał Sarabandę z II Partity d-moll Johanna Sebastiana Bacha, a orkiestra Valse’a triste Jeana Sibeliusa (w tym fragmencie subtelność Hong Kong Sinfonietta miała bodaj największe uzasadnienie).
Kompozytor dedykował IV Symfonię rozmiłowanemu w muzyce hrabiemu Franzowi von Oppersdorffowi – właścicielowi ziemskiemu Głogówka (Śląsk), Koncert skrzypcowy D-dur op. 61 zaś skomponował dla austriackiego skrzypka znanego z wirtuozerskich predyspozycji technicznych i niezwykłej pamięci muzycznej – Franza Josepha Clementa. Od 1802 roku pełnił funkcję głównego dyrygenta Theater an der Wien (Beethoven mieszkał w jednej z teatralnych izb w latach 1803-1804, gdy pracował nad operą Fidelio). Mimo sporego opóźnienia (Beethoven ponoć dwa dni przed prawykonaniem nanosił jeszcze poprawki) Clement perfekcyjnie przygotowany stanął przed wiedeńską publicznością 23 grudnia 1806 roku. Publiczność jednak, niezwykle w tamtych czasach wybredna i wymagająca, nie poznała się na misternie przygotowanej przez Beethovena partii skrzypiec. Była jednak na tyle elegancka, że postanowiła spuścić na muzyków jedynie kurtynę milczenia. Dziś wiemy jednak, że… niezrozumienia.
(NAB)
